Wczoraj miałem przyjemność odwiedzić Zbąszyń, przyjechaliśmy na wieczorną mszę, ale zahaczyliśmy jeszcze o festyn. Byłem tam jakieś gwie godziny, więc wszystkie moje wrażenia są głęboko ugruntowane w rzeczywistości.
Uderzyło mnie, jak bardzo Zbąszyń jest dla Zbąszan.
Rynek mają nieduży, ale żywy. Jest kilka budek z lodami, z kawami, z czymkowliek co ułatwia i umila spędzanie czasu. Nie ma galerii handlowej, więc cała okolica obsiana jest sklepami, od generalnych do wyspecjalizowanych. Co ważne, większość tych sklepów to lokale prywatne, praktycznie nie ma tam sieciówek.
Plaża miejska, odremontowana i wyszykowana za pieniądze publiczne, jest dostępna publicznie. Z wszystkich boisk, placów zabaw, zjeżdżalń, plaż i pomostów można korzystać za darmo. Jest też dużo miejsc parkingowych w bezpośredniej okolicy. Byli przygotowani na dużą ilośc gości, która przyjechała na imprezę.
Sam festyn też był pro-ludzki. Wystarczająco głośny, żeby uczestnicy mogli się bawić, ale też wystarczająco cichy, żeby nie być uciążliwym dla okolicy. Może poza ludźmi mieszkającymi w bezpośrednim sąsiedztwie z oknami na plażę. Nie wiem, jak to było zorganizowane, ale trafiliśmy na występy grupy odtwarzającej stare szlagiery — przyjemne piosenki, dla każdego, żadnych wulgaryzmów, w pozytywnym tonie. Był to ostatni dzień festiwalu, lokalsi siedzieli przy ławach, jedli co tam było do zjedzenia, pili co było do wypicia, a wokół tego wszystkiego latały duże ilości małych dzieci i bawiły sięna placach zabaw, trampolinach, czy jeździły na małym koniu (mały koń był ekstra!).
Jestem pod wielkim wrażeniem Zbąszynia. Władze Zbąszynia ewidentnie służą mieszkańcom Zbąszynia. Zbąszyniacy, powinniście czuć dumę ze swojej małej ojczyzny!
Ale teraz przejdźmy do drugiego miasta, bo inaczej tytuł artykułu nie będzie miał sensu.
Od pięciu lat mieszkam w Świdnicy. Nie w piwnicy, w Świdnicy, słuchaj uważnie.
Uderza mnie, jak bardzo Świdnica nie jest dla Świdniczan.
Rynek mamy duży, ale martwy. Jest tam kilka kawiarni, kilka knajp i barów, ale żadna nie jest nastawiona na lokalsa. Wszystkie są modne, prześcigają się w dziwnych pomysłach i coraz wyższych cenach. Z powstaniem każdej kolejnej galerii handlowej, małe sklepy zwijają się, i zastępowane są sieciówkami. Nie da się pójść krótkim spacerem do rynku i załatwić sprawunków, trzeba jechać na drugi koniec miasta, chodzić dwie godziny po sklepach wielkopowierzchniowych i ostatecznie zrobić dwie trzecie planowanych zakupów.
Basen miejski, mimo że postawiony za pieniądze publiczne, jest płatny. Z roku na rok coraz więcej. Już teraz wejście tam dla całej rodziny to koszty rzędu kilkudziesięciu, blisko stu złotych. Podczas fali upałów ludzie czekali godzinę, jeśli nie dwie w kolejce, bo przecież trzeba ich wszystkich skasować. Miejsc parkingowych jest niewiele, więc gdy tylko robi się ciepły weekend, cała okolica zastawiana jest samochodami odwiedzjących to gloryfikowane oczko wodne.
Festyny też są świetnym przykładem tego, że miasto to nie służy ludziom. Nie tak dawno miasto zorganizowało imprezę, na którą zaproszono śpiewającego cygana. Cygan, jak na cygana przystało, słynny jest z kultury i intelektu. Tere-fere! Zasłynął z ćpania i chamstwa. Wycie cygana było tak głośne, że w blokach kilometr dalej trzęsły się szyby. No ale ten cygan jest popularny, a zdjęcie z kimś popularnym to rozgłos, a tym chyba najbardziej zależy świdnickiej prezydentówie.
Miastem rządzi kobieta, co brzmi jak żart, ale niestety żartem nie jest. Gorzej, że jest to kobieta, która ma dziwne pomysły na uzyskanie rozgłosu — na przykład publiczne spory z patostreamerami. Albo specjalne przywileje i głośne oferty wobec sodomitów. Albo plan przekształcenia Świdnicy w rowerową stolicę Polski. Tymczasem lokalsi terroryzowani są przez patologię, młodzież toczą narkotyki, a co noc na głównych ulicach miasta mają miejsce rajdy samochodowe.
Świdnica traktowana jest po macoszemu, służyć ma każdemu — sodomitom, rowerzystom, patologicznym streamerom, patologicznym cyganom, naćpanym gówniarzom i naćpanym rajdowcom. A przede wszystkim karierze politycznej Beaty Moskal-Słoniewskiej. Ale broń Boże nie Świdniczanom!
Świdnica jest tu tylko przykładem, trafnym i wyrazistym, ale tylko przykładem. Całe nasze społeczeństwo zapomniało o etosie służby. Borat pojechał do Ameryki podpatrzeć co nieco, aby Kazahstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej. Nasi wybrani przywódcy nie służą tym, którzy ich wybrali, tylko tym, którzy ich finansują. Nastepnym razem, jadąc na spotkanie ekipy finansowanej przez Sorosza (to nie jest żart!), może warto się zatrzymać, zreflektować i zawrócić. Rozumiem, że to już trzecia kadencja i czwartej nie będzie, że ze Świdnicy wyprowadzić się będzie łatwo, ale przed własnym sumieniem uciec się nie da.
A Polacy już nie takich przeczekali…
JS