Przyjaciel półsłówkami zbeształ mnie za brak wpisów przez ostatnie pół roku, więc oto wpis.
Rodzice wychowali mnie w nurcie swoich idealistycznych przekonań, że każdego należy traktować z szacunkiem. Do tej pory zostało mi zwracanie się do obcych ludzi per “Pan”. Niestety, rodzice nie nauczyli mnie metod weryfikacji, czy rozmawiam z Panem, czy z chamem. Nie nauczyli mnie też, że cham nie zrozumie, cham musi poczuć. Tego nauczyłem się sam. I niestety, do tej pory mam problemy z życiem zgodnie z tą nauką.
Miałem tyle szczęścia, że przyszło mi w dorosłośc wchodzić w świecie o wysokim poziomie zaufania. Kradzieże przestały być powszechne, lokalne gangi przeształy wymuszać haracz na sklepikarzach, wysyłanie ziemniaków zamiast telefonów w internecie praktycznie już nie wystepowało, jak ktoś powiedział, że będzie o szesnastej, to około szesnastej faktycznie był; nie trzeba było czytać składu produktu, bo bułki nie zawierały przemielonych robaków, a przynajmniej robaki nie były zgodne z założeniami producenta. W pewnym momencie nawet przestałem stosować kłódkę na rower i w sumie nic się nie stało.
Dla zobrazowania mam dwie anegdoty.
Pierwsza: Pewnej nocy w Lesznie, wraz z kuzynką zatrzymaliśmy samochód na światłach. Poprostu podeszliśmy, kierowca uchylił szybę, poprosiliśmy o wskazanie drogi, on zaoferował podwózkę. Wsiedliśmy, gość nas podwiózł kawałek, a później wysadził i życzył spokojnej nocy. Nie zabił nas, nie zgwałcił, nie oczekiwał zapłaty. Gość podwiózł dwójkę pijanych, nietutejszych, obcych mu ludzi. I zrobił to za darmo.
Druga: Gdy potrzebowałem przetransportować motocykl, a nie miałem ku temu uprawnień ani umiejętności, wystawiłem zlecenie transportu w internecie. Zadzwonił do mnie jakiś człowiek i powiedział, że za stówkę się podejmie. Motocykl był zagarażowany u mojego wuja—ojca chrzestnego, jakieś sto kiloemtrów ode mnie. Przekazałem mu numer do wuja, oni się zdzwonili, wuj wydał motocykl, a następnego dnia zleceniobiorca podwiózł go pod wskazany adres i odebrał pieniądze. Bez żadnej umowy, bez żadnych zabezpieczeń, bez żadnych wywiadów środowiskowych, bez żadnych oświadczeń, nawet bez uścisku dłoni. Pierwszy raz zobaczyłem tego człowieka, gdy przyjechał na miejsce docelowe. Dwóch przypadkowych ludzi weszło w interes na gębę. Nawet nie miałbym możliwości go skontrolować, gdyby zamiast do mnie, pojechał do Berlina. Albo gdyby sprzedał komuś moją maszynę. Albo rozebrał ją na części. Albo cokolwiek z niej wykręcił. Ale tego nie zrobił, wywiązał się z naszej niepisanej umowy co do niepisanej joty.
Utrzymanie wysokiego poziomu zaufania jest cholernie ciężkie. Trzeba się wywiązywać, trzeba robić co się mówi, trzeba być honorowym, trzeba ponosić konsekwencje. To wymaga energii i czasu, a efektów nie widać odrazu i nie są one wymierne. Za to Netflix jest przystepny, wygodny i przyjemny. Łatwiej jest być chamem, bo cham nie musi wyrzucać papierka do śmietnika. Cham nie musi się, nomen omen, chamować i może kurwić na cały regulator. Chamowi nie zależy, więc może sikać pod blokiem. Nikt mu przecież nic nie zrobi. A wysoki poziom zaufania, z wszystkimi przywilejami i “Panowaniem” sobie, które z niego płyną, buduje się tępieniem chamstwa w sobie i wokół siebie, reakcynym i profilaktycznym.
Także cieszmy się tym, że możemy mieć fajne samochody zaparkowane pod blokiem. Bo mamy je tylko dlatego, że nikt jeszcze nie powiedział “sprawdzam” i ich nie ukradł lub nie zdemolował.
JS