Lat temu kilkadizesiąt, bliżej dwudziestu, strasznie popularną rzeczą były relacje o UFO. Niskiej jakości zdjęcia przedstawiające domniemane latające spodki pojawiały się co jakiś czas w mediach. Do tego te wszystkie dziwne ślady w kukurydzy, które ufoloty miały odciskać dupami. O historiach z probowaniem przez obcych przypadkowo porwanych ludzi i krów mówić nie zamierzam. W Świdnicy swojego czasu miał nawet miejsce zjazd ufologów!
Ale dzisiaj naszła mnie myśl, że cechy przypisywane latającym spodkom, które niejako miały czynić z nich technologię produkowaną przez dużo bardziej zaawansowanych w te klocki kosmitów, to głównie cechy współczesnych dronów.
-
Poruszają się szybko, potrafią zawisnąć w powietrzu, latać w dowolnym kierunku i obracać się, jakby się czemuś przyglądały.
-
Świecą się na nich różnokolorowe lampki, które migają, zmieniają kolor, gasną i zapalają się.
-
Emitują dziwne dźwięki.
-
Raz są, raz ich nie ma. Pojawiają się w jednym miejscu, znikaja, pojawiają się gdzieś indziej.
W tych opisach zabrakło tylko informacji o zrzucanych przez UFO granatach.
Wiadomo, że wojsko ma technologię wyprzedzającą rynek konsumencki o kilkadziesiąt lat. Gdy John wysyłał fax do Jima, generał sierżantowi pisał maila. Możliwe, że część relacji o UFO to faktycznie oderwane od rzeczywistości urojenia powstałe w uszkodzonych od narkotyków i telewizji mózgach, ale możliwe też, że część z nich to próby opisania technologii, która dzisiaj jest mrzonką, ale za kilkadziesiąt lat będzie idealna na prezent na komunię.
Jeśli tak, to co z rzeczami, które dzisiaj są domeną wariatów? Bronią energetyczną, bronią soniczną, laserami, patrzeniem przez ściany?
Może czasem warto posłuchać okolicznego czuba?
JS